|
W czwartek 3 grudnia w klubie Stodoła wystąpiła legendarna grupa Dżem. W tłumie zgromadzonym pod sceną znalazł się nasz reporter Sebastian Żołnowski, znany również jako Astrolog. Zapraszamy do zapoznania się z napisaną przez niego relacją: Jaki prezent mógłby sprawić sobie fan muzyki na Mikołajki/Gwiazdkę/Bez okazji*? Albo płytę, albo książkę o jednym ze swoich ulubionych wykonawców, albo bilet na koncert. Moim prezentem był akurat bilet na ostatni koncert Dżemu w Stodole, który odbył się 3 grudnia [...]
W klubie stawiłem się o 20:30, gdy akurat zaczęło wybrzmiewać nabijanie perkusisty Hard Rockers. Jednak zanim tak się stało pokonałem dwie kolejki: do klubu i do szatni. Jak na tak dużą liczbę przybyłych obsługa tym razem poradziła sobie naprawdę szybko. Hard Rockers rozpoczął utworem, który, zdaniem wokalisty, opowiada „że jest jak jest". Już od pierwszych taktów można było przekonać się, że jest co najmniej dobrze. Porządnie zagrany energetyczny blues, a dalej miało być jeszcze lepiej. Wokalista zapowiadał każdy utwór dzięki czemu cały czas podtrzymywał kontakt z publicznością. Po drugim utworze, który okazał się hołdem dla Roberta Makłowicza, zespół zagrał liryczną balladę. W górę poszły zapalniczki, ale tak naprawdę zespół zdobył publiczność wykonując utwór Sympathy For The Devil Stonesów z polskim tekstem. Warto podkreślić, że to nie było tłumaczenie tylko autorski tekst zespołu. Dość kontrowersyjny. To trzeba usłyszeć. Na koniec jeszcze utwór, który posiada pewne epickie elementy i tak minął półgodzinny koncert Hard Rockers. Naprawdę udany koncert. 20 minut przerwy i wchodzi Dżem. Jeszcze nie w pełnym składzie, ale… charakterystyczna linia basu, delikatne muśnięcia klawiszy i wszystko jasne. Oh, słodka rozpoczyna drugi koncert w Stodole. I dopiero po tym utworze na scenę wchodzi Maciek Balcar. Dzięki Ostatniemu widzeniu cała sala rozgrzana jest do czerwoności. Gdy brzmi riff gitarowy z Kim jestem - jestem sobie wszyscy zaczynają śpiewać i choć Balcar czasem inaczej frazuje, to naprawdę dajemy radę. Jerzy Styczyński coraz lepiej wkomponowuje w utwory swoje gitarowe solówki. Coraz częściej też swoje umiejętności pokazuje drugi gitarzysta, czyli Adam Otręba. Obaj posiadają wielkie umiejętności i naprawdę interesującym przeżyciem było obserwowanie w jaki sposób ich gitary prowadzą ze sobą rozmowę. Szkoda, że mogliśmy usłyszeć to tylko raz w czasie koncertu. Ale i tak byli przedmiotem zachwytów dwóch małoletnich gitarzystów, którzy przy tej okazji, wymieniali mnóstwo fachowych pojęć i chwalili się swoimi ostatnimi zakupami. Wracając do zespołu, to jego występy są zawsze kompromisem między olbrzymim, klasycznym repertuarem a nowymi dokonaniami. Na koncercie pojawiły się dwa utwory z przygotowywanej właśnie płyty, która ma ukazać się na wiosnę. Jej premiera planowana jest, mniej więcej, w tym samym czasie co urodzinowa płyta live z katowickiego Spodka. Gdybym musiał wskazać trzy najlepsze utwory z koncertu to wskazałbym pewnie połowę tych, które zostały zagrane. Na pewno zaskoczyło mnie to, że bardzo dobrze wypadły Blues Alabama i Harley mój, które, jeśli chodzi o płytę, nie należały do moich faworytów. Oprócz dwóch gitarzystów, których wcześniej wymieniłem, zagrali jeszcze Benedykt Otręba - na gitarze basowej, Janusz Borzucki - na klawiszach i Zbigniew Szczerbiński - na perkusji. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że Maciek Balcar przez chwilę zagrał na harmonijce ustnej i tamburynie. Jednak najlepiej wychodziło Maćkowi śpiewanie i… poruszanie się na scenie. Linia basowa w Wokół sami lunatycy wydawała się wręcz stworzona do układu, który zaprezentował. W czasie koncertu kilkakrotnie można było usłyszeć wołanie widowni: "List!", "List do M.!". Było więc jasne, że jeśli zespół zejdzie ze sceny bez zagrania tego utworu, to z pewnością zaraz na nią wróci. I tak się stało. Jako pierwszy wyszedł Jerzy Styczyński i swoją gitarą "zawołał" resztę zespołu. Tak samo stało się zresztą za drugim bisem. Tym razem jednak gitara była trochę mniejsza... Żeby być bardziej szczegółowym napiszę, że z całej palety gitar, która stała na scenie, ten mistrz gitary wybrał taką, której pudło było niewiele szersze od gryfu [sic!]! Gdy zaczął na niej grać, zaciekawiona reszta zespołu przez dłuższą chwilę obserwowała to z boku sceny. Po tym świetnym przedstawieniu zespół zagrał jeszcze kilka utworów. Ostatecznie koncert trwał prawie trzy godziny! I przez cały ten czas można było się przekonać jak wielką jeszcze siłę ma blues. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć sobie i zespołowi kolejnych tak udanych koncertów. *wybrać odpowiednią opcję Setlista: 01. Oh, słodka 02. Szeryfie, co tu się dzieje? 03. Poznałem go po czarnym kapeluszu 04. Jesteś nie dla mnie 05. Ostatnie widzenie 06. Kim jestem - jestem sobie 07. Żyj mały żyj (utwór z nowej płyty) 08. Do kołyski 09. Zawsze do przodu (utwór z nowej płyty) 10. Wehikuł czasu 11. Wokół sami lunatycy 12. Najemnik II 13. Blues Alabama 14. Jak malowany ptak 15. Sen o Victorii 16. List do M. 17. Autsajder 18. Whisky 19. Harley mój 20. Czerwony jak cegła Sebastian Żołnowski |