|
Przyznam, że choć nie należę do najwierniejszych fanów Myslovitz, to bardzo na ten koncert czekałem, i to nie tylko dlatego, że chciałem zobaczyć jak prezentują się po przerwie, ale chyba liczyłem też na nowe utwory. Czy się rozczarowałem? [...]
Niestety jako support przed Myslovitz wystąpił zespół Hatifnats, którego fenomenu nie rozumiem. Proste, typowe, mało rozwinięte granie, które dobrze charakteryzuje wiele początkujących zespołów, a tu całkiem spora promocja i wydanie albumu "Before It Is Too Late", który wreszcie przesłuchałem, ale oprócz całkiem niezłego intra nie zauważyłem nic ciekawego... Trudno, po prostu nie moja muzyka. W Stodole zaczęli grać około 20, ja ich widziałem mniej więcej po kwadransie. Moja ocena się nie zmienia, ale przyznam że na pewno utrudniało im to słabe nagłośnienie. Najlepszy był ostatni utwór, który wyróżniał się aktywną perkusją i basem. Wcześniej miałem wrażenie, że muzycy się nudzą. Przynajmniej ja bym się nudził gdybym grał tak powtarzalnie. O 21 zaczyna Myslovitz. "Moving Revolution" na sam początek. Rewelacja. Psychodelia. Mocno i nawet drobne dostrajanie nagłośnienia zbyt nie przeszkadzało. Od razu wspomnę o oświetleniu. To była prawdziwa sztuka. Zaplanowanie tego co się działo ze światłem, ze zmianami kolorów, kompozycja... Cudo. Najlepiej oświetlony koncert jaki widziałem. Czapki z głów dla osoby za to odpowiedzialnej. Niestety, po tak dobrym początku, przez spory fragment było średnio. Tzn. grali dobrze, ale co z tego skoro nie takie utwory jak bym chciał? Gdzie "Polowanie na wielbłąda", "Good Day My Angel", "The Iris Sleeps Under The Snow"? Jak się okazało przynajmniej niektóre z nich zabrzmiały następnego dnia... W zamian dostaliśmy bardzo dużo utworów z ostatniej płyty. Kolejny raz okazało się, że mam pecha... Ale publiczność bardzo dobrze na nie reagowała, chociaż i tak najlepiej na "Długość dźwięku samotności" (który fani odśpiewali sami) i na"Peggy Brown". Właśnie Peggy. Przyznam, że, skoro zespół stwierdził, że dość już ma tego utworu, nie pojawi się on w setliście. Niestety zawiodłem się. Kto wie czy to nie największe rozczarowanie tamtego wieczoru. Na koniec "Chciałbym umrzeć z miłości" i choć zabrzmiało bardzo dobrze to jednak niedosyt pozostał. Dlaczego? Bardzo długo musiałem czekać na swoje ulubione nagrania: 1. Moving Revolution 15. Kraków 18. Alexander 20. Mickey 23. Chciałbym umrzeć z miłości a nic nowego nie było. Publika nie dopominała się jakoś szczególnie drugiego bisu i tak zakończył się wtorkowy koncert, a oto jak się przedstawiał: 1. Moving Revolution 2. Gdzieś 3. Peggy Sue nie wyszła za mąż 4. Za zamkniętymi oczami 5. Nocnym pociągiem aż do końca świata 6. W 10 Sekund przez całe życie 7. Ściąć wysokie drzewa 8. W deszczu maleńkich, żółtych kwiatów 9. Kilka uścisków, kilka snów 10. Mieć czy być 11. Dla Ciebie 12. Bar Mleczny Korova 13. Do utraty tchu 14. Siódmy Koktajl 15. Kraków 16. Długość dźwięku samotności 17. Chłopcy 18. Alexander 19. Znów wszystko poszło nie tak 20. Mickey bis: 21. Sprzedawcy marzeń 22. Peggy Brown 23. Chciałbym umrzeć z miłości Sebastian "Astrolog" Żołnowski
www.forum.radioastrolog.pl |