Samorząd studentów Politechniki Warszawskiej


TVPW


Polibuda.Info


I.PEWU





Nie pamiętam hasła
START arrow Aktualności arrow Aktualności Relacje arrow RELACJA Z KONCERTU UK SUBS, THE VIBRATORS - PROXIMA
RELACJA Z KONCERTU UK SUBS, THE VIBRATORS - PROXIMA

Będzie krótko, bo prawdziwy punk to krótka forma. Na miejsce dotarliśmy ok. 19:40 jednak pierwsza grupa czyli Sex Bomba zaczęła grać dopiero jakieś 30 min później czyli ponad godzinę od otwarcia klubu. W tym czasie można było się zapoznać z zajebistym merchem i niezajebistym piwem.

W sumie nie ma się co za bardzo rozpisywać na temat pierwszego występu, bo kolejne dwa pokazały, że pomiędzy rodzimą kapelą a reprezentacją ojczyzny punka jest przepaść prawie tak duża jak odległość stąd do Londynu. Przaśne teksty o Martynie czy Marynie w kisielu oraz góralskie przyśpiewki to nie jest to, czego oczekuję od zespołu, którego wokalista wychodzi na scenę w genialnej koszulce The Who. Publiczności się za to podobało, bo pod sceną rozkręcił się spory młyn i zespół zagrał nawet dość długi bis.

Po krótkiej przerwie na scenę wyszli The Vibrators i zaczęło się rock’n’rollowe piekło. Knox i ekipa pokazali wszystkim zgromadzonym w klubie jak wygląda ten gatunek w najczystszej postaci. Chwilami nie chciało mi się wierzyć, że ten facet ma 65 lat! Niesamowite z jaką energią poruszał się po scenie, wymachiwał statywem i przybijał „piątki” publiczności. Nie było czasu na zbędne gadki i zabawianie publiki, jak podczas koncertu Sex Bomby. Krótkie Ramonesowe „one, two, three, four” i lecieliśmy bez odpoczynku od numeru do numeru, przebiegając przez całą historię i tradycję nie tylko zespołu, ale muzyki popularnej w ogóle. Soczyste, miejscami bluesowe (!) riffy i solówki, porządne basowe doły, popowe melodie i wszechogarniająca energia. Ci czterej faceci pokazali, że ten gatunek muzyki się nie starzeje i pomimo tego, że średnia wieku na sali nie była najniższa, to i tak czułem się jakbym oglądał jeden z ich pierwszych koncertów w połowie lat 70., kiedy grali dla brytolskich małolatów „Baby, Baby”. Mistrz nad mistrzami!

Po mniej więcej 15 minutach od zakończenia „wibratorowego” show na scenę wkroczyli UK Subs. Widziałem ich już raz dokładnie 10 lat temu (bo zimą 2000 roku) i dokładnie w tym samym miejscu i powiem szczerze, że wtedy byłem zachwycony. W związku z tym liczyłem na powtórkę z rozrywki. Szkoda, że tak się nie stało. Zaczęło się od wielkiego chaosu. W porównaniu z ledwo zakończonym koncertem Vibrators nic nie trzymało się kupy. Zespół grał jakoś kompletnie nieskładnie, a i akustyka nagle zdechła. Po paru kawałkach wszystko wróciło do normy czyli do tego na co wszyscy przyszli: prostego, krzyczanego i hałaśliwego punka. Harper, swoją drogą 66 lat,  zawładnął stołeczną publiką do tego stopnia, że chyba 3 albo 4 osoby przewinęły się przez scenę w trakcie zaledwie paru piosenek. Istne szaleństwo w rytm największych przebojów grupy. Szkoda, że w głowie miałem jednak przegenialny występ poprzedników i już do końca wieczoru nie mogłem uniknąć tego porównania. Cieszę się za to, że usłyszałem na żywo „Endangered Species”, bo wraz z tą chwilą moja lista „must hear live” skurczyła się o kolejną pozycję.

Vibrators mistrze, UK Subs szacun.

 

Michał Kropiński

sundayatdevildirt.blogspot.com

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Najbliższe Audycje:

20:00 > ASTROLOG
21:00 > KARUZELA Z MADONNAMI

LISTA MAILINGOWA