Studiuję słowa. Włóczę się. Jestem pasterzem ptaków. Rozbijam powietrze, by wyłuskać z niego substancje smoliste - pierwsze zaczyny zdań. Pamiętam ożywioną dwojgiem kamienicę, czarne różańce włosów, rżysko i poranione stopy, słoną kukurydzę na starówce... Słuchając Deicide i Mozarta rozproszyłem się. Telewizję cenię za seledynowe światło emitowane tuż po skończeniu programu - zmienia pokój w akwarium. Jeżeli czytam to całym ciałem, dlatego czytam mało. Na słowach zostaje tkanka lub wyżłobienia w skórze. Chodnik ściera jednoliciej. Niekonsekwentnie przyjmuję i niekonsekwentnie wyzbywam się - słowem zachowuję dystans. Jak Wojaczek nie "umiem być ciszą" poza wersem.